They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

Widzisz wiadomości znalezione dla hasła: licytacji ruchomości Poznań





Temat: Spamer poszukiwany -- żywy lub martwy ;) w sprawie licytacji w Mille


| Chyba czas najwyższy na kupno euro lub nieruchomości, znaczy posiadłości -- garażu...
Fundusze ostro ida ostatanio w gore :)


Emerytalne? Czy jakieś inne?
Może mogę prosić o jakieś wykresy?

-=-

Mille mnie zaskoczył kompletnie!! Nie dość, że nie załapałem się na licytacjach,
to nie ma już lokaty 'Twój wybór'... Założyłem więc pięć lokat progresywnych
z zamiarem zrywania, bo wrzuciłem tam część pieniędzy samochodowych, a samochód
zamierzam kupić niebawem... (najlepiej by było, gdybym kupił go w dniu moich
urodzin, czyli 23 lutego -- szkoda, że nie nazywa się ów samochód S42...)

No i zaskoczony nie pomyślałem o odbelczeniu i zabelczę aż niemiło...
(co policzyłem już w banku, ale po złożeniu lokat a że pora była późna
i nie chciałem ,,dawać'' nadgodzin, odpuściłem korygowanie)
Uważam, że w stresie ;) nie powinienem nigdy podejmować żadnej
(; ważnej ;) decyzji... ;)
Powinienem był chyba założyć lokaty na 5128 złotych...

-=-

50*7*31/365=29,7260273972603
30*.19=5,7

Czyli na 5 lokatach jestem 4 złote do tyłu...

5128*.31*7/365=30,4870136986301

Tyle samo belek bym oddał, gdyby na lokatach było po 5128 złotych...
Belka mniej, to 28.49*365/(.31*7)=4792,09677419355

-=-

Banki mogłyby prowadzić doradzanie antybelkowe...
Dobrze by było, gdyby pokazywali klientom symulacje antybelkowe... :)

-=-

Ty wierzysz w te fundusze? Ja chyba jestem niewierzący ;) w ogóle...





Temat: TBS kontra mieszkańcy z Nowej
W naszym mieście nie wykonano żadnej sondy czy chcemy mieć TBS. Poprzednia wykonana kilka lat temu wykazała, że nie.
Lokator w TBS płaci stosunkowo wysoki czynsz pokrywając koszt wzniesienia budynku, lecz nie staje się właścicielem swojego mieszkania, lecz NAJEMCĄ.
Sytuacja TBS-ów w innych gminach wygląda różnie, w Poznaniu TBS-y upadły, wokół nich pojawia się wiele głosów, że to przekręt. To niejako nowa spółdzielnia mieszkaniowa o tyle gorsza, że bez praw własności. Brak możliwości np zabezpieczenia kredytu nieruchomością, dziedziczenia, lokowania kapitału. Są miasta, gdzie idea się przyjęła.
Jednak są to mieszkania na "przeczekanie".

TBS powinien powstać i sam pozyskać sobie rzeszę chętnych, dostać od gminy powinien działki, a nie gotowe budynki, dając mu gotowiznę ryzykujemy, że w razie niepowodzenia koszty funkcjonowania TBS zjedzą kapitał uzyskany pod zastaw tych nieruchomości, bo oto właśnie chodzi, żeby je zastawić, a możę właśnie chodzi, żeby to przejeść.
Nowe trzy budynki wybudowane przy ul. Nowej tj. 74,76 i 78 wybudowane zostały w oparciu o nowe technologie, już przy użyciu pustaków ceramicznych - ceramika poryzowana w dosyć dobrym standardzie, harmonijnie zamknęły zabudowę przy ul. Nowej pod lasem, co widać na zdjęciach, stały się atrakcyjnym kąskiem. Czy TBS nie rozwali tamtejszej społeczności?

Informacja o sprzedaży tych mieszkań była nikła. Na pierwszym przetargu zakupiono 3 lokale mieszkalne, cena jednego z nich została nawet podbita do 250 tys. Dziennie nieruchomość oglądało nawet do 6 rodzin liczących na obniżenie ceny wyjściowej na II przetargu po doświadczeniach z poprzednich budynków, co w wyniku licytacji i tak doprowadziłoby do osiągnięcia rynkowych kwot za 1m2. Tyle narazie. To jeszcze nie wszystko.





Temat: Modlin sprzedawany po kawałku
Ostatnio AMW sprzedała forteczną pralnię z 1900 r.

Szczegóły poniżej:

PRALNIA SPRZEDANA

Aż 15 licytujących wzięło udział w przetargu na sprzedaż pochodzącej z 1900 roku starej pralni, zorganizowanym przez warszawski Oddział Terenowy Agencji Mienia Wojskowego. Po prawie półgodzinnej licytacji i kilkunastu postąpieniach nieruchomość ostatecznie sprzedano za 3 miliony 150 tysięcy złotych. Nabywcy od wylicytowanej kwoty przysługuje 50% bonifikata, ponieważ obiekt jest wpisany do rejestru zabytków. Uzyskane w przetargu pieniądze zostaną przekazane przez AMW na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych.

Była pralnia garnizonowa o powierzchni ponad 1300 m² zlokalizowana jest w sąsiedztwie terenów wojskowego osiedla mieszkaniowego, kilkaset metrów od zewnętrznych murów obronnych twierdzy Modlin. Otoczony zielenią budynek ma piękną, zabytkową, bogato zdobioną elewację. Teren nieruchomości jest uzbrojony w sieć wodną, kanalizacyjną, energetyczną.

Nabywca pralni na razie nie chce zdradzać swoich planów inwestycyjnych dotyczących zagospodarowania budynku. Nieruchomość może stanowić świetną lokalizację dla hotelu, restauracji, czy centrum konferencyjnego, ponieważ zgodnie z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Miasta Nowy Dwór Mazowiecki jest położona na terenie, który można wykorzystać pod usługi turystyczne, a jego część przeznaczyć pod zieleń parkową.

Późną jesienią Agencja Mienia Wojskowego planuje wystawić na przetarg najdłuższy w Europie, bo dwukilometrowy, budynek koszar obronnych wraz z 55 hektarami działki - czyli modlińską Cytadelę. Twierdza Modlin to nazwa całego kompleksu z zewnętrznym i wewnętrznym pierścieniem fortyfikacji i zabudowań. Często jest utożsamiana z Cytadelą, która stanowi jedynie jej wewnętrzny pierścień i jest unikatowym, zabytkowym budynkiem koszarowym. Na przetarg ma trafić również przebiegający szczytem skarpy schodzącej do Narwi, fragment muru Carnot’a.

Obiekty Twierdzy Modlin Agencja Mienia Wojskowego zaczęła przejmować od armii w 2005 roku. Dotąd AMW sprzedała już 26 spośród tych nieruchomości, uzyskując na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych RP ponad 4 miliony złotych. Obecnie na terenie Twierdzy Modlin, która jest dzielnicą Nowego Dworu Mazowieckiego, Agencja dysponuje działkami o ogólnej powierzchni 95 ha. Nieruchomości są sukcesywnie sprzedawane, z obligatoryjną bonifikatą ze względu na wpisanie ich do rejestru zabytków.

Warto dodać, że nieruchomości położone na terenie Twierdzy Modlin wchodzące w skład zasobu AMW, stanowią jedynie część całego kompleksu. Pozostałe tereny należą do wojska, do Wojskowej Agencji Mieszkaniowej, do Miasta Nowy Dwór Mazowiecki lub znajdują się w rękach prywatnych.









Temat: Nieruchomości
Mieszkania drożeją wolniej, ale nie wszędzie

Marek Wielgo2007-02-28

Ceny używanych mieszkań w Warszawie i Krakowie wyraźnie wyhamowały, a w Poznaniu ostro szybują w górę - wynika z najnowszego raportu Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości (PFRN)

Mowa o rzeczywistych cenach transakcyjnych, a nie ofertowych, które np. zamieszczają w swoich ogłoszeniach pośrednicy w obrocie nieruchomościami. Według prezydenta PFRN Aleksandra Schellera dopiero na tej podstawie można się pokusić o prognozę, czy czeka nas galopada cen, czy ich korekta.

- W stolicy skończyły się czasy, gdy sprzedający mieszkania urządzali kupującym licytacje - stwierdził jeden z autorów raportu, warszawski pośrednik Tomasz Lebiedź. - W styczniu wzrost cen był niewielki, co świadczy o tym, że zaczęły się one stabilizować.

Lebiedź wyjaśnia, że nie widzi możliwości dalszych znacznych podwyżek z dwóch powodów. Po pierwsze, słabnie popyt na mieszkania, bo w ubiegłym roku dramatycznie spadła siła nabywcza mieszkańców stolicy. Np. w połowie 2005 r. za przeciętną pensję mogli kupić 0,9 m kw. mieszkania, a dziś już tylko 0,5 m kw. Po drugie, przy obecnych cenach mieszkań nie opłaca się w nie inwestować z myślą o wynajmowaniu. - Taka inwestycja zwraca się dopiero po ok. 30 latach - przekonuje pośrednik. Według niego w najbliższych miesiącach stopnieje nadwyżka popytu nad podażą, co oznacza, że sprzedać mieszkanie będzie coraz trudniej. Z kolei dla kupujących oznacza to możliwość wynegocjowania wyższych upustów.

Jacek Nowak z Małopolskiego Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami przyznaje, że podobna sytuacja jest w Krakowie. Tu za przeciętną pensję można kupić niecałe 0,4 m kw. Według Nowaka ceny nowych mieszkań będą więc rosły powoli, a mieszkania w blokowiskach mogą nawet potanieć. Nowak twierdzi, że coraz więcej osób chcących zaciągnąć kredyt na mieszkanie jest w bankach odprawianych z kwitkiem. - Ludzie przestają mieć zdolność kredytową - wyjaśnia ten pośrednik.

Całkowicie inna sytuacja jest w Poznaniu. Ponieważ za przeciętną pensję można kupić 0,8 m kw., pośrednicy liczą się więc z dwucyfrowym wzrostem cen mieszkań. Jeszcze miesiąc temu kosztowały one przeciętnie nieco ponad 4 tys. zł za m kw. Obecnie nawet w spółdzielczych blokach z lat 70. trzeba zapłacić 5 tys. zł za m kw.

Wrocław był w ubiegłym roku miastem, w którym mieszkania podrożały najbardziej. Wiceprezes Dolnośląskiego Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami Jan Mikita opowiada, że w pewnym momencie statystycznie na jedno mieszkanie w ofertach agencji było 50 chętnych. Mikita spodziewa się więc dalszego marszu cen w górę. - Ale ponieważ i u nas spada zdolność kredytowa, coraz więcej osób rozważa budowę domu - mówi.

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 53982.html



Temat: Przestrzeń publiczna i urbanistyka
Rynkowy.pl

Na bank będzie bank? Gliwice pozbywają się Rynku
13.10.2008

GLIWICE. Czy w kamienicy na gliwickim Rynku ulokuje się kolejny bank? Bardzo możliwe. Miasto wystawiło na przetarg prawie 350 m2 powierzchni w reprezentacyjnym punkcie miasta. Niestety, ekonomia okazała się ważniejsza od możliwości wpływania na wygląd i charakter miasta – lokale sprzedane będą w trybie przetargu nieograniczonego. Ceny wywoławcze to odpowiednio 1,6 - oraz 3,7 mln zł.

Z całą pewnością sprzedaż lokali użytkowych w budynku przy ul. Rynek 12 będzie przetargowym hitem listopada. Czy znajdzie się na nie chętny? Już cena wywoławcza może przyprawić o zawrót głowy. Ustalenie ich na takim poziomie skutecznie ogranicza grono zainteresowanych.

W kamienicy przy Rynku 12 wyodrębniono dwa lokale, które licytowane będą oddzielnie. Pierwsza oferta to lokal o powierzchni prawie 100 m2 położony na parterze. Składa się on z 6 pomieszczeń (w tym 2- to sanitarne). Należy do niego piwnica o powierzchni ponad 23 m2. Cena wywoławcza to dokładnie 1 686 400 zł,

W oddzielnym przetargu sprzedawane będą lokale o łącznej powierzchni prawie 250 m2 znajdujące się na I i II piętrze budynku. W sumie znajduje się tam 14 pomieszczeń z czego 5 pełni funkcje sanitarne. Na piętro można dostać się niezależną klatką schodową z wejściem od Rynku.
Licytacja zacznie się od kwoty 3 711 500 zł.

Przy okazji tego przetargu powraca temat czy władze miasta powinny zachować wpływ na wygląd reprezentacyjnych ulic i miejsc w Gliwicach. Wystawiając je na sprzedaż w przetargu nieograniczonym miasto rezygnuje z tej możliwości.

Z pewnością, ze szkodą dla miasta byłoby, gdyby gliwicki Rynek, podzielił los ulicy Zwycięstwa.

Na głównej ulicy, kiedyś można było wypić aromatyczną kawę, teraz można co najwyżej można wziąć kredyt na dobry ekspres. Na ulicy Zwycięstwa, ironicznie nazywanej „Bankową” zamiast eleganckich witryn sklepowych i przyjemnych kawiarni mamy na każdym kroku szklane tafle instytucji finansowych i operatorów telefonii komórkowej.

Na zarzuty dotyczące „brzydkiej” komercjalizacji reprezentacyjnej ulicy, władze miasta odpowiadają, że nie mają żadnego wpływu na to, komu prywatny właściciel sprzeda swój lokal.

Okazuje się jednak, że w sytuacji, gdy to miasto jest właścicielem i może zadecydować, kto stanie się nabywcą nieruchomości i jaką działalność będzie w niej prowadził (tak jak w przypadku kamienicy na Rynku 12) tak samo najważniejszy okazuje się zysk i złotówki na koncie.

Wygra ten, kto da więcej. A że będzie to prawdopodobnie kolejny bank. Trudno!

W niektórych miastach problem wymierających głównych ulic, opanowanych przez banki już zauważono. Tak jest w m.in. w Warszawie, Poznaniu czy Katowicach. Władze tych miast podejmują działania mające na celu ograniczenie powstawania instytucji finansowych w reprezentacyjnych punktach. Tworzą systemy preferencji dla osób chcących otworzyć np. galerię, księgarnię lub restaurację. Zachętą dla nich mają być m.in. niższe czynsze, dłuższe umowy najmu oraz ulgi podatkowe.

Może doczekamy się, że i w Gliwicach władze miasta zauważą potrzebę takich działań.

Nina Drzewiecka




Temat: Kiedy sprzedawca nie musi przyjąć zwrotu?
Wielu internautów już wie, że w ciągu 10 dni można zwrócić towar zakupiony w internecie bez podania przyczyny. Klient nie ma jednak takiego prawa jeśli sprzedający nie jest przedsiębiorcą. Wszystkie inne sytuacje, w których nie mamy prawa do zwrotu, podsumowała Rzeczpospolita.
Polecam zapoznać się z poniższym artykułem tym osobom, którzy dokonują zakupów na internetowych serwisach aukcyjnych, bądź planują takowe w najbliższym czasie.


Nie zawsze zwrócisz towar po internetowej licytacji.

Kupujący przez Internet nie zawsze mają prawo do zwrotu towaru w ciągu 10 dni bez podania przyczyny. Nie musi go przyjmować osoba, która nie jest przedsiębiorcą

Problemy ze zwrotami mają uczestnicy aukcji internetowych (m.in. na Allegro). Przepisy przewidują co prawda, że jest dziesięć dni do namysłu. W tym terminie konsument może odstąpić od umowy bez podawania, z jakich przyczyn to robi. Wystarczy, aby w tym terminie wysłać pisemne oświadczenie do sprzedawcy.

Tak wynika z art. 7 ust. 1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (DzU z 2000 r. nr 22, poz. 271 ze zm. ). Co więcej, nie jest dopuszczalne zastrzeżenie, że konsumentowi wolno odstąpić od umowy za zapłatą odstępnego. Klient, który się rozmyśli, może więc w miarę prosto zrezygnować z transakcji.

– Niestety, przedsiębiorcy handlujący w sieci często uchylają się od przyjmowania takich zwrotów. Sprawiają wrażenie, jakby w ogóle nie znali przepisów i nie wiedzieli, że konsumentom taki przywilej przysługuje – mówi Małgorzata Rothert, miejski rzecznik konsumentów w Warszawie.

Jeżeli przedsiębiorcy nie poinformują konsumentów o prawie do odstąpienia od umowy w ciągu dziesięciu dni, to czas na rezygnację z zakupu wydłuża się do trzech miesięcy, licząc od dnia wydania rzeczy, czyli w praktyce od dnia odbioru przesyłki.

Kłopoty z prowizją

Niechęć handlujących na Allegro do zgody na odstąpienie klienta od umowy potęgują trudności z odzyskaniem prowizji. Taką sytuację miała nasza czytelniczka, pani Dorota z Poznania (nazwisko do wiadomości redakcji). Dokonała zakupu przez opcję „Kup teraz” w sklepie handlującym artykułami dla psów, ale potem zrezygnowała.

– Sprzedawca stwierdził, że nie ma problemu, ale portal Allegro nie ma opcji odstąpienia od transakcji i w takim wypadku nie zwróci mu prowizji – opowiada pani Dorota.

Z regulaminu Allegro wynika, że zwrot prowizji jest dopuszczalny tylko w szczególnie uzasadnionych wypadkach. Decyduje o tym zawsze portal aukcyjny. Trzeba w tym celu wypełnić odpowiedni formularz i uzasadnić, dlaczego prowizja ma być zwrócona. Ostatecznie pani Dorota odstąpiła od umowy, a Allegro oddało prowizję sklepowi.

Wyjątki od reguły

Od ogólnej zasady odstąpienia od umowy jest jednak sporo wyjątków. Pierwsze ograniczenie to możliwość odstąpienia tylko w stosunkach konsument – przedsiębiorca. Nie dotyczy więc przypadków nabycia towaru przez konsumenta od innego konsumenta, nie dotyczy też transakcji między dwoma przedsiębiorcami. Uniemożliwia to zwrot towaru bez podania przyczyn, np. w wypadku transakcji będących finałem aukcji internetowych (nawet gdy kupujący był jedynym ich uczestnikiem). Ma to też wpływ na uprawnienia reklamacyjne kupującego (pisaliśmy o tym 19 stycznia br. w artykule „Reklamacja jest możliwa nie tylko w sklepie”).

Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby strony same ustaliły, czy jakaś forma rezygnacji jest możliwa i w jakim terminie. Obowiązuje bowiem zasada swobody umów.

Odstąpienie od umowy jest natomiast możliwe, w razie gdy korzystamy z opcji „Kup teraz”, a sprzedawca jest przedsiębiorcą.

Prawo odstąpienia od umowy nie obejmuje jednak transakcji, które dotyczą nieruchomości (z wyjątkiem najmu). Warto o tym pamiętać, gdy przeglądamy na Allegro oferty działek, domów lub mieszkań. Później trudno będzie zrezygnować z takiego wyboru.

Na specjalne życzenie

Jest też kilka grup produktów, których zakup nie uprawnia do odstąpienia od umowy w terminie dziesięciu dni. Wymienia je szczegółowo art. 10 ust. 3 ustawy. Chodzi m.in. o nagrania audio-wideo i programy komputerowe po otwarciu oryginalnego opakowania, produkty ściśle związane z osobą kupującego (np. suknia szyta na zamówienie), szybko psujące się, a także o prasę.

Źródło: Rzeczpospolita




Temat: Nie zawsze zwrócisz towar po internetowej licytacji
Kupujący przez Internet nie zawsze mają prawo do zwrotu towaru w ciągu 10 dni bez podania przyczyny. Nie musi go przyjmować osoba, która nie jest przedsiębiorcą

Problemy ze zwrotami mają uczestnicy aukcji internetowych (m.in. na Allegro). Przepisy przewidują co prawda, że jest dziesięć dni do namysłu. W tym terminie konsument może odstąpić od umowy bez podawania, z jakich przyczyn to robi. Wystarczy, aby w tym terminie wysłać pisemne oświadczenie do sprzedawcy.

Tak wynika z art. 7 ust. 1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (DzU z 2000 r. nr 22, poz. 271 ze zm.). Co więcej, nie jest dopuszczalne zastrzeżenie, że konsumentowi wolno odstąpić od umowy za zapłatą odstępnego. Klient, który się rozmyśli, może więc w miarę prosto zrezygnować z transakcji.

– Niestety, przedsiębiorcy handlujący w sieci często uchylają się od przyjmowania takich zwrotów. Sprawiają wrażenie, jakby w ogóle nie znali przepisów i nie wiedzieli, że konsumentom taki przywilej przysługuje – mówi Małgorzata Rothert, miejski rzecznik konsumentów w Warszawie.

Jeżeli przedsiębiorcy nie poinformują konsumentów o prawie do odstąpienia od umowy w ciągu dziesięciu dni, to czas na rezygnację z zakupu wydłuża się do trzech miesięcy, licząc od dnia wydania rzeczy, czyli w praktyce od dnia odbioru przesyłki.

Kłopoty z prowizją

Niechęć handlujących na Allegro do zgody na odstąpienie klienta od umowy potęgują trudności z odzyskaniem prowizji. Taką sytuację miała nasza czytelniczka, pani Dorota z Poznania (nazwisko do wiadomości redakcji). Dokonała zakupu przez opcję „Kup teraz” w sklepie handlującym artykułami dla psów, ale potem zrezygnowała.

– Sprzedawca stwierdził, że nie ma problemu, ale portal Allegro nie ma opcji odstąpienia od transakcji i w takim wypadku nie zwróci mu prowizji – opowiada pani Dorota.

Z regulaminu Allegro wynika, że zwrot prowizji jest dopuszczalny tylko w szczególnie uzasadnionych wypadkach. Decyduje o tym zawsze portal aukcyjny. Trzeba w tym celu wypełnić odpowiedni formularz i uzasadnić, dlaczego prowizja ma być zwrócona. Ostatecznie pani Dorota odstąpiła od umowy, a Allegro oddało prowizję sklepowi.

Wyjątki od reguły

Od ogólnej zasady odstąpienia od umowy jest jednak sporo wyjątków. Pierwsze ograniczenie to możliwość odstąpienia tylko w stosunkach konsument – przedsiębiorca. Nie dotyczy więc przypadków nabycia towaru przez konsumenta od innego konsumenta, nie dotyczy też transakcji między dwoma przedsiębiorcami. Uniemożliwia to zwrot towaru bez podania przyczyn, np. w wypadku transakcji będących finałem aukcji internetowych (nawet gdy kupujący był jedynym ich uczestnikiem). Ma to też wpływ na uprawnienia reklamacyjne kupującego.

Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby strony same ustaliły, czy jakaś forma rezygnacji jest możliwa i w jakim terminie. Obowiązuje bowiem zasada swobody umów.

Odstąpienie od umowy jest natomiast możliwe, w razie gdy korzystamy z opcji „Kup teraz”, a sprzedawca jest przedsiębiorcą.

Prawo odstąpienia od umowy nie obejmuje jednak transakcji, które dotyczą nieruchomości (z wyjątkiem najmu). Warto o tym pamiętać, gdy przeglądamy na Allegro oferty działek, domów lub mieszkań. Później trudno będzie zrezygnować z takiego wyboru.

Na specjalne życzenie

Jest też kilka grup produktów, których zakup nie uprawnia do odstąpienia od umowy w terminie dziesięciu dni. Wymienia je szczegółowo art. 10 ust. 3 ustawy. Chodzi m.in. o nagrania audio-wideo i programy komputerowe po otwarciu oryginalnego opakowania, produkty ściśle związane z osobą kupującego (np. suknia szyta na zamówienie), szybko psujące się, a także o prasę.

Rzeczpospolita



Temat: newsy 2007
Żniwa zachodnich deweloperów

Nawet 30 miliardów złotych chcą przeznaczyć na budowę mieszkań w Polsce zagraniczni inwestorzy. Deweloperów nie odstraszają podwyżki cen gruntów, materiałów budowlanych ani brak siły roboczej

Najbardziej aktywni na polskim rynku są deweloperzy z Hiszpanii, Francji, Irlandii i Izraela. Zdaniem Pawła Grząbki, dyrektora zarządzającego CEE Property Group, w Polsce działa ok. 20 dużych firm, z których każda inwestuje średnio 100 - 300 mln euro w projekty mieszkaniowe, co daje kwotę od 2 do 6 mld euro. - Można przyjąć, że mniejsze zagraniczne spółki, których jest ok. 50 - 80, inwestują po kilkanaście - kilkadziesiąt mln złotych - szacuje Grząbka. To w sumie kolejne kilka miliardów złotych.

Z kolei z szacunków Polsko-Hiszpańskiej Izby Gospodarczej wynika, że inwestycje hiszpańskich firm deweloperskich sięgają dwóch miliardów euro. Większość tej kwoty pochłonęło pozyskiwanie terenów. Gros tych projektów wciąż jest na etapie początkowym. Hiszpanie inwestują głównie w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi.

Kolejki inwestorów

Lista planowanych inwestycji jest imponująca. Prawie miliard złotych zainwestowała np. izraelska firma AFI Europe wraz z funduszem inwestycyjnym Macquarie Global Property Advisors. Tyle ma kosztować tylko jedno osiedle - Wilanów One w Warszawie, gdzie do końca 2012 r. powstanie około 2,5 tys. apartamentów. To nie pierwsza inwestycja spółki - AFI Europe zainwestowała również w Krakowie w Osiedle Europejskie, na którym sprzedała już ponad 1,4 tys. mieszkań, a kolejny tysiąc został już zarezerwowany przez klientów. Hiszpańskie Sando Immobiliaria rocznie zamierza wydawać na naszym rynku ok. 100 mln euro, budując głównie w stolicy. Izraelski Ronson Development przeznaczył 100 mln złotych na zakup samych działek - w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie, Łodzi czy Bydgoszczy. Ile wyda na poszczególne inwestycje - tego nie chce zdradzić.

- Trudno powiedzieć, jaka dokładnie będzie to suma, gdyż ceny mieszkań ciągle pną się do góry - mówi Karolina Broniszewska z Ronson Development.

Inna izraelska spółka - Shiraz - w najbliższym czasie zamierza zainwestować ok. 200 mln dolarów w największych polskich aglomeracjach. Natomiast Irlandczycy - Menolly Poland - wyłożą ponad 1 mld złotych tylko w jeden projekt - Nowe Powiśle w Warszawie. - Będziemy również inwestować we Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu i Trójmieście - zapewnia John Geoghegan, prezes spółki.

Z kolei około 350 mln euro zamierza przeznaczyć na inwestycje w Polsce w ciągu najbliższych kilku lat portugalski deweloper Gerium SA Portugal.

Aktywne są też spółki z Europy Środkowej. Węgierski potentat TriGranit w ciągu najbliższych 5 - 6 lat chce wydać na naszym rynku ok. 2 mld euro. Obecnie buduje osiedle Dębowe Tarasy w Katowicach, gdzie powstanie ponad tysiąc mieszkań. Spółka przygotowuje więc kolejne osiedle, w Krakowie, w ramach projektu Bonarka City Center. Tri-Granit będzie też budować w innych polskich miastach. Jak jednak twierdzi Paweł Grząbka - napływ dużych podmiotów już się kończy. Przyszedł czas aktywności małych i średnich firm deweloperskich. - Średnio ok. pięciu deweloperów miesięcznie zgłasza się do nas w poszukiwaniu terenów pod inwestycję - mówi Paweł Grząbka.

Zdaniem niektórych analityków napływ środków zagranicznych deweloperów winduje ceny w dużych miastach. W Warszawie po długiej licytacji hiszpańska Lubasa zapłaciła prawie 391 mln zł za liczącą niecałe 3 ha działkę przy ul. Inflanckiej. Oznacza to, że cena metra kwadratowego przekroczyła 13,6 tys. zł. Polski Budimex za grunt w tej samej okolicy zapłacił rok wcześniej niecałe 6 tys. zł za mkw. A koszt zakupu gruntu automatycznie podnosi cenę mieszkań na nim zbudowanych.

Zysk ponad wszystko

Według analityków hossa na polskim rynku nieruchomości będzie trwać jeszcze kilka lat, więc możemy się spodziewać napływu kolejnych inwestorów. - Tylko w Hiszpanii prawie 50 spółek zainteresowanych jest wejściem na polski rynek mieszkaniowy - szacuje Łukasz Niewola z Home Broker.

Skąd ten nagły napływ kapitału? Cudzoziemcy w obawie przed pęknięciem bańki we własnym kraju szukają okazji w Polsce, gdzie mogą liczyć na wyższe zyski niż na rodzimych rynkach. - Inwestorów z zagranicy zachęcają marże przekraczające 20 proc. i niski udział ceny gruntu w budowie mieszkań, który wciąż nie przekracza 30 proc. - dodaje Łukasz Niewola. Dla porównania w Hiszpanii trudno o zysk wyższy niż 10 proc., a w Unii Europejskiej wartość gruntu stanowi średnio połowę kosztów budowy.

Jak wyjaśnia Guy Shaya z izraelskiej spółki B.S.R. Europe, nie tylko duży głód mieszkaniowy sprawia, że nasz kraj jest atrakcyjny dla deweloperów. Gwarancją znalezienia nabywców jest również bardziej rozwinięty niż w innych państwach Europy Środkowej system bankowy, zwłaszcza hipoteczny.

- Szybki rozwój gospodarczy, dostępne kredyty, wzrost populacji w największych miastach oraz brak mieszkań o bardzo dobrej jakości sprawia, że w Polsce długo jeszcze będzie się opłacało inwestować - wylicza Alex Jeffrey z Macquarie Global Property Advisors. Na korzyść przemawia również wzrost średniej płacy, spadek stopy bezrobocia, co przekłada się na wzrost siły nabywczej Polaków. Ponadto niewielki odsetek wszystkich lokali mieszkaniowych stanowią lokale wybudowane po 1989 r. Nie ma w Polsce aglomeracji, w której stanowiłyby one więcej niż jedną piątą wszystkich mieszkań. W niektórych miastach, jak Łódź czy Katowice, lokali młodszych niż 20letnie jest zaledwie 6 - 8 proc.

Wszystko to powoduje, że, zdaniem deweloperów, nie ma się co obawiać, że i w Polsce bańka pęknie. - Boom będzie trwał, a ceny mieszkań w najbliższej przyszłości nie spadną - twierdzi Danny Gazit z AFI Europe.

Dorota Kaczyńska, Aneta Gawrońska
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... a_a_1.html